![[fotografia]](15.jpg)
Prof. dr hab. Marek Szymoński, prorektor UJ
- Zacznijmy od wyjaśnienia kilku obiegowych wątpliwości związanych z budową parku technologicznego w Krakowie. Po pierwsze: dlaczego postanowiono zbudować taki park w Krakowie? Przecież bezrobocie w naszym mieście jest stosunkowo niewielkie, a ponadto miasto ma przede wszystkim charakter ośrodka turystycznego i kulturalnego. Czy taka inwestycja nie zakłóci tego specyficznego klimatu Krakowa?
- Na początku chciałbym podzielić się wątpliwościami co do samej nazwy "park technologiczny". Wydaje mi się, że wiele osób mówiących na ten temat popełnia błąd - może w sposób nieuświadomiony. Ten błąd może wywoływać takie skojarzenia, o których pan mówi. Tak na prawdę to, co potrzebne jest środowisku w Krakowie, to nie jest park wyłącznie technologiczny, tylko park naukowy i technologiczny. W czym widzę różnicę? W tym, że wszędzie na świecie, gdzie inicjatywa taka odniosła sukces, powstały parki określane w terminologii angielskiej jako "research and technology parks", czyli parki, w których prowadzi się badania i umożliwia wdrażanie wyników tych badań w postaci nowych technologii. Natomiast nie są to parki zajmujące się wyłącznie wdrażaniem technologii, nawet najbardziej zaawansowanych. Nawet sama zmiana nazwy wyjaśnia bardzo wiele.
Kraków jest bardzo dużym, na pewno drugim po Warszawie ośrodkiem w Polsce pod względem potencjału naukowego, kapitału dobrze wykształconych ludzi o pewnych osiągnięciach naukowych, w tym również osiągnięciach technologicznych. To daje nie tylko uprawnienia, ale też stwarza pewne obowiązki dla tych, którzy odpowiadają za przyszłość tego regionu.
Dlaczego w ogóle parki naukowe i technologiczne na świecie powstają? Właśnie dlatego, że w miejscu, gdzie jest bardzo duży potencjał intelektualny, nie zawsze warunki ekonomiczne są sprzyjające dla pełnego wykorzystania tego potencjału. Chodzi o to, aby wyniki badań prowadzonych w pracowniach uczonych przynosiły wymierne efekty ekonomiczne. W wielu miejscach na świecie, w krajach lepiej rozwiniętych niż nasz, stwierdzono, że jeżeli uczyni się taki wysiłek i zorganizuje park naukowy i technologiczny, wówczas stworzy się lepsze warunki dla wykorzystania tego potencjału. Oczywiście, ma to wpływ na rozwój całego regionu, służy zwiększaniu zatrudnienia w sferze nowoczesnej ekonomii w krajach rozwiniętych. Dawniej rozwój ekonomiczny opierał się głównie na takich gałęziach przemysłu, które zużywały bardzo dużo energii i materiałów dla wytworzenia produktu komercyjnego, który by przynosił dochód. W tej chwili ta sytuacja się zupełnie zmienia - ekonomia rozwija się głównie dzięki takim gałęziom, w których udział energii i materiałów w gotowym produkcie jest znikomy w porównaniu do wartości rynkowej tego produktu, a dominuje udział myśli, intelektu. Moim ulubionym przykładem jest dyskietka z programem - koszt wytworzenia samej dyskietki, nośnika, jest minimalny w zestawieniu z tym, co na tej dyskietce może być zarejestrowane.
Chodzi również o to, czy nadal chcemy wiązać rozwój regionu krakowskiego z Hutą im. Sendzimira, być może nawet zreformowaną i zmodernizowaną, z okolicznymi śląskimi kopalniami na zachodzie, a z kopalnią soli na wschodzie. Wciąż bowiem takie zakłady decydują o charakterze i bogactwie tego regionu, niezależnie od tego, czy zorganizujemy jeszcze jeden festiwal kulturalny, choćby nawet bardzo dobry i pożyteczny. A może lepiej, aby przyszłość Krakowa zależała od takich sektorów gospodarki, które w sposób szczególny wykorzystują intelekt i wiedzę w tworzeniu produktu i zysku. Jeżeli tak, to jest zupełnie oczywiste, że park naukowy i technologiczny powinien powstać.
Oczywiście można powiedzieć, że taki park mógłby też powstać w innych ośrodkach - i nota bene próbowano, ale się nie udało. Nie wnikam w to, dlaczego gdzie indziej się nie udało, my po prostu pracujemy nad tym, żeby nam się udało. Może wtedy za naszym przykładem pójdą inni?
I jeszcze jeden aspekt sprawy, związany z wątpliwościami, czy walory turystyczne Krakowa nie kolidują z projektem parku. Otóż najstarszy, największy i cieszący największymi sukcesami park naukowy i technologiczny we Francji powstał na Lazurowym Wybrzeżu, kilkanaście kilometrów od Nicei, może nie nad samym morzem, tylko nieco cofnięty w głąb lądu, ale w bajkowym krajobrazie, gdzie Alpy schodzą do morza. Jest to na pewno teren bogaty w atrakcje turystyczne i wydarzenia kulturalne, zresztą od wielu, wielu lat. To o czymś świadczy. Jednym z bardzo ważnych elementów, które przyciągają potencjalnych użytkowników i inwestorów jest standard życia w danej okolicy, którego istotnym składnikiem jest właśnie atrakcyjność regionu pod względem kulturowym, historycznym, przyrodniczym. I tu jest kolejny punkt dla Krakowa.
- Czy liderem przedsięwzięcia powinien być Uniwersytet, a nie inna uczelnia, być może bliższa badaniom nad technologiami i ich wdrożeniom, lub też właściwy organ władzy państwowej?
- Typowo polskim zjawiskiem, w pewnym sensie unikatowym, jest to, że uczelnie wyższe - obojętne, czy będzie to uczelnia techniczna, czy uniwersytet - są siłą sprawczą tego rodzaju projektów. Rzeczywiście jest tak, że gdyby nie działalność Uniwersytetu Jagiellońskiego od kilku już lat na rzecz powołania parku naukowego i technologicznego, to prawdopodobnie nie byłoby w Krakowie Specjalnej Strefy Ekonomicznej, nie byłoby zarządzającej tą Strefą spółki Krakowskie Centrum Wysokich Technologii. To jest rzecz wyjątkowa. Widziałem wiele parków naukowo-technologicznych - i w Europie, i w Stanach Zjednoczonych - i wszędzie głównym motorem przedsięwzięcia są władze, przede wszystkim regionu, a następnie władze stanowe czy centralne. To one właśnie mają dalekowzroczną wizję rozwoju regionu i dążą do tego, aby we właściwym miejscu powstał na przykład park naukowo-technologiczny. Natomiast uczelnie są po prostu partnerami zapraszanymi do współpracy.
Uważam, że Uniwersytet jest w tym wypadku takim samozwańczym "inwestorem zastępczym" - spełnia funkcję katalizatora pewnych działań dlatego, że nikt inny ich nie podejmuje. Taka jest prawda.
Jeżeli uznamy, że nie chodzi nam tylko o park technologiczny - a zatem związany wyłącznie z wdrażaniem pewnych technologii na skalę przemysłową - ale o park naukowy i technologiczny, to wtedy naprawdę nie powinno już dziwić, że liderem przedsięwzięcia jest Uniwersytet Jagielloński, który ma ogromny potencjał naukowy i prowadzi często wiodące w skali krajowej badania w szeregu dyscyplin podstawowych, a również ma pewne ambicje w rozwoju działalności w zakresie rozwiązań technologicznych. Przy czym chodzi o technologie najbardziej zaawansowane, najnowocześniejsze, w takich specjalnościach jak biotechnologia, technologie materiałowe, informatyczne czy telekomunikacyjne.
Wszędzie na świecie uniwersytety zajmują się nie tylko badaniami podstawowymi, ale prowadzą także poszukiwania nowych rozwiązań technologicznych. U nas instytucje naukowe i szkolnictwo wyższe zostały rozdrobnione w pewnym okresie ze względów politycznych i ten stan trwa nadal. W uniwersytetach zagranicznych reprezentowane są zarówno badania podstawowe, jak i inżynieryjne - i to jako ważna część uczelni.
- Wydaje się, że istnieje ryzyko konkurencji pomiędzy projektem budowy III Kampusu a koncepcją parku technologicznego. Czy Uniwersytet będzie w stanie udźwignąć dwa tak ogromne przedsięwzięcia?
- Ja bym właśnie chciał, aby nie tylko nie było jakiejś rywalizacji, w wyniku której jeden projekt ucierpi kosztem drugiego, ale aby były to dwie drogi prowadzące nas do tego samego celu. Tym zasadniczym celem, moim zdaniem, jest powstanie silnego ośrodka o dużym potencjale intelektualnym, technologicznym i majątkowym w zachodnim rejonie Krakowa, między Pychowicami a Skotnikami.
Po co nam jest to potrzebne? Można by oczywiście powiedzieć, że Uniwersytetowi potrzebnych jest parę budynków, aby przenieść do nich swoje wydziały i tyle. To powinno nam do szczęścia wystarczyć. Ale, po pierwsze, to nie jest prawda - nie można przenieść kilku wydziałów na pustynię i oczekiwać, że pracujący tam ludzie będą w dalszym ciągu kreatywni. I jeszcze aby byli zadowoleni, że tam się znajdują. Musi powstać pewna "masa krytyczna", aby zaistniał w tamtym rejonie silny ośrodek naukowy. Trzeba również pomyśleć o zapleczu - żeby był to silny ośrodek musi tam być dobra telekomunikacja, dobry transport. Ponadto musi tam się znaleźć odpowiednia liczba pracujących osób, aby chcąc porozmawiać z kompetentnym kolegą na jakiś temat zawodowy, nie trzeba było przejeżdżać wielu kilometrów.
To wszystko będzie można osiągnąć tylko wtedy, kiedy cały ten rejon ożyje. Aby tak się stało, trzeba sprowadzić bogatych inwestorów. I tu przechodzimy do kluczowej sprawy. Takie przedsięwzięcia powinny być nie tylko popierane, ale i stymulowane, a już na pewno finansowane przez władze regionalne i państwowe. Niestety, tak nie jest. Środki, jakie otrzymaliśmy do tej pory z tych dwóch źródeł, są naprawdę niewielkie.
Oczywiście, można powiedzieć, że może w takim razie w ogóle nie powinniśmy podejmować takich zadań - skoro nie ma źródeł finansowania, a w każdym razie na odpowiednią skalę. To jest poważny problem, który był rozważany na Uniwersytecie. Ostatecznie zapadły jednak decyzje, włącznie z decyzją Senatu UJ, które wyrażają stanowisko, że mimo iż nie ma zagwarantowanych odpowiednich środków, to jednak jest to strategiczny cel Uniwersytetu i trzeba zrobić wszystko, aby znaleźć pozabudżetowe źródła finansowania projektu.
Ja nie widzę innego sposobu, aby przyciągnąć źródła pozabudżetowe, niż sprowadzenie zagranicznych inwestorów. I temu właśnie ma służyć park naukowy i technologiczny.
- Czy budowa parku i III Kampusu, obejmująca głównie obiekty nauk przyrodniczych i ścisłych, nie spowoduje, że nauki humanistyczne znajdą się na drugim planie i z czasem nawet podupadną?
- Osobiście jestem przekonany, że jednym z bardzo ważnych elementów rozwoju Uniwersytetu jest interdyscyplinarność. Rozumiem przez to, że w nowym kampusie będą reprezentowane zarówno nauki humanistyczne, jak i ścisłe. Chciałbym, aby Uniwersytet skłaniał się także w stronę problemów technicznych. Wydaje mi się, że dopiero w takim interdyscyplinarnym tyglu może powstawać coś na miarę współczesnej cywilizacji. W tej chwili powinniśmy próbować aktywnie przełamywać pewne bariery między poszczególnymi dyscyplinami czy wydziałami, aby programy edukacyjne, a w szczególności programy badawcze były realizowane przez interdyscyplinarne zespoły.
Z tego punktu widzenia taka separacja w przestrzeni wydziałów humanistycznych i przyrodniczych jest pewnym zagrożeniem. Myślę, że podejmując się budowy nowych obiektów w rejonie Pychowic powinniśmy, po pierwsze, zdawać sobie sprawę z takiego zagrożenia, a po drugie spróbować tak zorganizować życie i działalność Uniwersytetu, żeby tej separacji nie było. Na przykład jednym ze sposobów jest to, żeby nie tylko nauki ścisłe czy przyrodnicze były obecne w nowym kampusie, ale i inne - krokiem w tym kierunku jest lokalizacja w tym rejonie także Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej, którego obiekty mają być budowane w jednym z pierwszych etapów.
Przyznaję, jest to bardzo ważne, aby nie doprowadzić do całkowitej izolacji pomiędzy dziedzinami. Trzeba jednak pamiętać, że badania przyrodnicze mają swoją specyfikę i może nieco inne wymagania finansowe, a z kolei nauki humanistyczne mają swój odmienny charakter. Ale to zróżnicowanie może być umiejętnie wkomponowane w strukturę uczelni i sposób zarządzania. Na przykład pojawia się koncepcja zorganizowania Uniwersytetu jako federacji kolegiów. Już szereg lat temu rozważano, czy obok Collegium Medicum nie mogłyby funkcjonować kolegium nauk humanistycznych, kolegium prawne, kolegium nauk ścisłych i przyrodniczych. Jeśli byłoby to rozumiane jako forma organizacji, która przede wszystkim ułatwi zarządzanie Uczelnią, to, moim zdaniem, można się nad taką koncepcją poważnie zastanowić. Natomiast na pewno nie powinno to być rozważane jako struktura, której części żyją własnym życiem, w zupełniej wzajemnej izolacji.
![[makieta]](17.jpg)
Makieta Instytutu Nauk Przyrodniczych
- Wracając do samego projektu parku naukowo-technologicznego - jakie przede wszystkim dziedziny wiedzy będą tam reprezentowane?
- Tutaj dotyka pan bardzo ważnego problemu. Mnie się wydaje, że w tej chwili nie tylko na Uniwersytecie, ale w całym środowisku krakowskim, obraz jest niezbyt klarowny. Bardzo dużo się dyskutuje, poświęcając temu wiele czasu, na temat tego, kto czym będzie zarządzał, jaki będzie podział terenu, a jaki wkład kapitałowy, i dalej, czy wszystkie uczelnie będą odpowiednio reprezentowane, a kto z kolei będzie liderem przedsięwzięcia - natomiast właściwie nie ma merytorycznej dyskusji mającej udzielić odpowiedzi na pytanie: jaka merytoryczna działalność będzie związana z tworzonym parkiem?
Niespełna dwa lata temu usiłowałem otworzyć taką dyskusję, organizując konferencję pod hasłem "The world of new technologies", ale wydaje mi się, że nie bardzo się to udało. To znaczy - sama konferencja odbyła się i nawet uczestnicy wyrażali się w superlatywach na temat jej przebiegu, jednak w stosunkowo małym stopniu w konferencję tę zaangażowani byli przedstawiciele środowiska krakowskiego.
Na wcześniejszym etapie organizowania parku, kiedy próbowano powołać Krakowskie Centrum Wysokich Technologii, powstały nawet zespoły merytoryczne, które miały przygotować opracowania w zakresie poszczególnych dyscyplin, ale o ile wiem, nie zrobiły tego. Tylko w jednym przypadku takie opracowanie problematyki zostało przygotowane, ale projekt ten wzbudził kontrowersje i protesty pozostałej części środowiska.
Zgadzam się z opinią, że poza ogólnymi hasłami, takimi jak "biotechnologia", "technologie informatyczne" czy "nowe materiały", stosunkowo mało jeszcze wiemy, co tak naprawdę chcielibyśmy robić w ramach parku naukowego i technologicznego.
- A czy obecnie pracuje nad tym jakiś zespół?
- Nie, nie pracuje nad tym żaden zintegrowany, środowiskowy zespół. Oczywiście w poszczególnych uczelniach toczą się różnego rodzaju prace przygotowawcze. Wiem, na przykład, że na Politechnice Krakowskiej pod kierunkiem pani prorektor Nachlikowej tworzy się koncepcja inkubatora przedsiębiorczości i wdrożeń technologii, opracowanych na tej uczelni, w powiązaniu z podmiotami gospodarczymi. Jednak z punktu widzenia Uniwersytetu, tego rodzaju projekty, związane z drobną przedsiębiorczością, nie powinny chyba mieć priorytetowego charakteru.
Generalnie mam nieco inne spojrzenie niż wiele osób wypowiadających się na ten temat. Zwłaszcza przedstawiciele nauk technicznych zazwyczaj mówią o tych technologiach, które sami posiadają i chcieliby wdrożyć. Natomiast mnie się wydaje, że o przyszłości parku naukowego i technologicznego decydować będą zewnętrzni inwestorzy. Oczywiście, jeżeli znajdzie się inwestor, który będzie chciał zainwestować w technologię opracowaną w środowisku krakowskim - to wspaniale. Jednak do tej pory w tym zakresie jest... niewielki ruch. To może świadczyć, że niezmiernie trudno jest takiego inwestora znaleźć.
Popatrzmy jednak na sprawę inaczej. Potrzebujemy bowiem też takich inwestorów, którzy przyjdą tutaj i będą wdrażać u nas właśnie najbardziej nowoczesne technologie. Te technologie często powstały gdzie indziej, ale poprzez ich wdrażanie w krakowskim parku zostanie nawiązana współpraca z naszym środowiskiem naukowym. W ten sposób pośrednio będziemy uczestniczyli w rozwoju światowych technologii i czerpali z tego korzyści. Jeżeli będzie nas stać na pewną dozę pokory - bo sprawa i do tego się sprowadza - żeby uznać, że jest dla nas korzystne wprowadzanie nowoczesnych technologii, które nie powstały u nas, to mamy szansę uczestniczyć w pracach badawczych na światowym poziomie. Jeżeli jednak będziemy twierdzić, że interesuje nas wyłącznie wdrażanie własnych opracowań i w związku z tym szukamy współpracy tylko z inwestorami skłonnymi korzystać z naszych technologii, to - nie chciałbym być złym prorokiem - może się po latach poszukiwań okazać, że zbyt wielu takich inwestorów nie ma.
- Jakie podmioty są obecnie bezpośrednio zaangażowane w tworzenie parku?
- Założycielami spółki zarządzającej Specjalną Strefą Ekonomiczną, czyli Centrum Zaawansowanych Technologii - Kraków, są: przedstawiciel Skarbu Państwa, gmina Kraków, wojewoda, Politechnika Krakowska i Uniwersytet Jagielloński. Przyjęliśmy ponadto porozumienie w środowisku, że zaraz po utworzeniu spółki będziemy się starali, aby przystąpiły do niej też Akademia Górniczo-Hutnicza i Huta im. Sendzimira.
- Jaki jest harmonogram działań przy realizacji projektu?
- Po ukończeniu prac prawno-regulaminowych spółki - musi powstać regulamin, muszą ukonstytuować się władze i tak dalej - w jak najkrótszym terminie przystąpimy do opracowania programu działania. Ten program podzielony będzie na trzy części, odpowiadające trzem rejonom tworzącym Specjalną Strefę Ekonomiczną: Pychowice, Czyżyny - wokół obiektów Politechniki Krakowskiej, oraz strefa wokół Huty im. Sendzimira. W każdym z tych obszarów będzie inny profil działalności i inne oczekiwania wobec inwestorów. Jeśli chodzi o rejon w Czyżynach, to na pewno w interesie Politechniki Krakowskiej będzie leżało, aby tam lokowali się inwestorzy związani z technologiami, które ma do wdrożenia ta uczelnia. Podobnie jeśli chodzi o strefę wokół Huty. Myślę, że w przyszłości Akademia Górniczo-Hutnicza, która dysponuje szeregiem opracowań wdrażanych w Hucie im. Sendzimira, będzie również współpracować z Hutą i wspólnie poszukiwać inwestorów.
W odniesieniu do obszaru w Pychowicach Uniwersytet ma swoje preferencje, związane z technologiami najbliższymi działalności merytorycznej naszej uczelni. Jak już wspomniałem, są to zagadnienia związane z biotechnologiami, nowymi materiałami, z telekomunikacją i informatyką. Wprawdzie w tej chwili nie prowadzimy aktywnych badań w dziedzinie telekomunikacji, ale tutaj trzeba myśleć przyszłościowo. Technologie teleinformatyczne będą w przyszłości miały ogromne znaczenie w każdej gałęzi nauki. Nawet zwykła informacja naukowa będzie przecież raczej dostępna poprzez media telekomunikacyjne, a nie poprzez częste wizyty w rozbudowanej Bibliotece Jagiellońskiej.
Prowadzimy ponadto zaawansowane rozmowy z Akademią Górniczo-Hutniczą w sprawie udziału tej uczelni w rozwoju inwestycji w rejonie Pychowic.
- Czy pojawiły się już firmy poważnie zainteresowane współpracą w tych dziedzinach?
- Nie jest już tajemnicą, że są prowadzone bardzo szczegółowe rozmowy z firmą Motorola, która jest zainteresowana zarówno inwestycjami z zakresu technologii informatycznych, jak i technologii materiałowych, w szczególności związanych z produkcją półprzewodników.
- Kiedy można spodziewać się pierwszych buldożerów na pychowickim placu budowy?
- Pierwszy "mały buldożer" pojawi się w części akademickiej, w obrębie III Kampusu UJ, najprawdopodobniej w lutym br. Natomiast jeśli chodzi o budowę w obrębie parku naukowego i technologicznego, to wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych miesięcy zostaną rozpoczęte prace budowlane, a pierwsze obiekty powinny zostać oddane do użytku za trzy, cztery lata. W pierwszej kolejności, na mocy porozumienia z Motorolą, powstanie tzw. centrum software'owe. Konkretne prace rozpoczną się przypuszczalnie z początkiem kwietnia br.
Równocześnie na mocy listu intencyjnego podpisanego przez UJ i dział Motoroli zajmujący się półprzewodnikami planowana jest znacznie większa inwestycja, obejmująca nakłady nie mniejsze niż 150 mln dolarów w ciągu kilku lat. Ale tu znajdujemy się na znacznie wcześniejszym etapie rozmów.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził Adam Michajłów