Halina Zwolska

BLASKI I CIENIE JUBILEUSZU 500-LECIA ODNOWIENIA UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO W OPINII PRASY KRAKOWSKIEJ

Ton politycznemu życiu Krakowa przełomu XIX i XX wieku nadawały trzy stronnictwa i trzy związane z nimi czasopisma: "Czas" - organ stańczyków, czyli neokonserwatystów, który stanowił biegun prawicowy, "Naprzód" - trybuna prasowa PPSD, czyli socjalistów, biegun lewicowy i w środku "Nowa Reforma", związana z obozem liberalno-demokratycznym. Nie tylko relacje z wydarzeń stricte politycznych, ale także z dziedziny kultury czy oświaty, w tych czasopismach bardzo się od siebie różniły. Zrozumiałe, że inaczej oceniał politykę szkolną organ partii rządzącej, tj. "Czas", a inaczej pismo walczącej z nią partii socjalistycznej - "Naprzód". Zwykle najbardziej wyważone i umiarkowane było stanowisko (także w sprawach oświatowych i naukowych) "Nowej Reformy". Podobnie wyglądały jubileuszowe relacje.

Jubileusz 600-lecia odnowienia naszej uczelni zbliża się szybkimi krokami. Rozpoczęto już przygotowania do tego święta w Uniwersytecie i poza nim. Zgodnie z maksymą "Historia magistra vitae" zobaczymy, jak w świetle prasy krakowskiej z roku 1900 wyglądał jubileusz 500-lecia odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ton politycznemu życiu Krakowa przełomu XIX i XX wieku nadawały trzy stronnictwa i trzy związane z nimi czasopisma: "Czas" - organ stańczyków, czyli neokonserwatystów, który stanowił biegun prawicowy, "Naprzód" - trybuna prasowa PPSD, czyli socjalistów, biegun lewicowy i w środku "Nowa Reforma", związana z obozem liberalno-demokratycznym. Nie tylko relacje z wydarzeń stricte politycznych, ale także z dziedziny kultury czy oświaty, w tych czasopismach bardzo się od siebie różniły. Zrozumiałe, że inaczej oceniał politykę szkolną organ partii rządzącej, tj. "Czas", a inaczej pismo walczącej z nią partii socjalistycznej - "Naprzód". Zwykle najbardziej wyważone i umiarkowane było stanowisko (także w sprawach oświatowych i naukowych) "Nowej Reformy". Podobnie wyglądały jubileuszowe relacje.

[reprodukcja]
Adres Uniwersytetu w Genewie

Rok 1900 w Krakowie upłynął pod znakiem 500-lecia odnowienia uniwersytetu. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przeszłość i teraźniejszość niezbyt wielkiego jeszcze wówczas "grodu podwawelskiego" tak ściśle była związana z tą uczelnią, zrozumiałe stanie się dla nas zainteresowanie - znajdujące odbicie w prasie i to zarówno konserwatywnej, jak lewicowej - jej jubileuszem, bardzo starannie i od dawna przygotowywanym. Pierwszą myśl obchodu jubileuszu rzucił prof. J. Rostafiński na posiedzeniu senatu akademickiego 12 lipca 1887 roku. Na jego propozycję wybrano komisję, która miała obmyśleć sposób uczczenia wielkiej rocznicy uczelni. Sto lat temu, 3 listopada 1897 roku ukonstytuował się Komitet Jubileuszowy, którego przewodniczącym został prof. S. Smolka - historyk konserwatysta, starający się nadać uroczystościom charakter imprezy międzynarodowej. W wyniku między innymi jego starań przybyło do Krakowa, poza Polakami zza kordonów, wielu gości zagranicznych. Najliczniej reprezentowane były uniwersytety skandynawskie, austriackie, najmniej licznie - francuskie. Święto najstarszej uczelni polskiej uczcić miały specjalne jubileuszowe wydawnictwa. Wydano między innymi siedem tomów poświęconych historii uniwersytetów polskich wraz z dwutomową historią Uniwersytetu Jagiellońskiego, pióra Kazimierza Morawskiego. Przygotowania do jubileuszu stały się bardziej intensywne z początkiem roku 1900. Do obchodów przygotowywał się nie tylko uniwersytet, ale i całe miasto. Powstały komitety miejskie, komitety młodzieży i inne. Włączyła się i prasa krakowska (zwłaszcza "Czas" - najmniej "Naprzód"), zamieszczając informacje o zaawansowaniu prac przygotowawczych, przypominając niektóre fakty z przeszłości uniwersytetu, pokazując jego obecny stan. W miarę zbliżania się do punktu kulminacyjnego (6 czerwca) zainteresowanie prasy stało się coraz żywsze, informacje coraz dokładniejsze. Najsilniej angażował się "Czas". A miał o czym pisać dziennik wyspecjalizowany w opisach wszelkiego typu uroczystości.

[reprodukcja]
Adres miasta Płocka

Jubileusz przygotowano bardzo starannie, do najdrobniejszego szczegółu (jak pisze złośliwy "Naprzód" - nie zapomniano nawet żebraków tego dnia uprzątnąć z ulic). Togi, wspaniałe stroje, przepych, udział uczonych, dygnitarzy austriackich - to wszystko podniecało dumę narodową.

Szóstego czerwca "Czas" i "Nowa Reforma" wydały specjalny jubileuszowy numer swego pisma, poświęcony przede wszystkim historii Almae Matris. W tych i następnych numerach prasy krakowskiej znajdziemy dokładne sprawozdania z przebiegu uroczystości, łącznie z przemówieniami, toastami. Wspaniały, pełen przepychu obchód 500-lecia nie pozbawiony był jednak zgrzytów i dysonansów, czego nie omieszkała podchwycić radykalna prasa krakowska (i nie tylko krakowska).

Skąd brały się te ciemne plamy?

Uniwersytet Jagielloński mniej więcej do 1890 roku miał charakter zdecydowanie konserwatywny, w latach późniejszych następuje proces przemiany uczelni w kierunku liberalnym i demokratycznym. W roku 1900 wpływ prądów liberalnych na starą wszechnicę był wciąż jeszcze nikły, wciąż jeszcze w krakowskim środowisku naukowym decydujące znaczenie miał obóz zachowawczy. "Jubileuszowym" rektorem UJ został obrany - jak określiła go prasa lewicowa - "ober-stańczyk", Stanisław hr. Tarnowski. By odeprzeć uzasadnione w dużej mierze zarzuty insynuujące, że uniwersytet jest narzędziem stańczyków, władze uniwersyteckie, przygotowując jubileusz, stanęły na stanowisku ścisłej przedmiotowości i apolityczności. Zasada ta okazała się w praktyce pełna niekonsekwencji, czego dowodem była między innymi sprawa doktoratów honoris causa.

Ogłoszoną w maju listę osób mających być obdarowanymi tą godnością przywitał i skomentował socjalistyczny "Naprzód" artykułem 70 doktoratów honorowych zamianował UJ. Jest to pierwszy, ale nie ostatni artykuł tego dziennika poświęcony sprawie doktoratów. Po nim następują dalsze, o tytułach różnych, ale z tymi samymi zarzutami, zaprawione tą samą goryczą.

Kogo obdarowano doktoratami honoris causa?

"Wśród bukietu odznaczonych wielkości wyrosłych na galicyjskiej glebie - obrazowo ironizuje "Naprzód" - spotykamy moc kwiecia o czarno-żółtych koronach z dziewięcioma słupkami, a pośród niego jak osiowa kiść wychyla się nasz wielki luminarz smutnej sławy Bobrzyński". Cała galeria biskupów, polityków austriackich, tylko gdzieniegdzie przetykana jest nazwiskami "mężów rzeczywistej sławy". "Poza kordonem obok ludzi istotnej zasługi świetny senat akademicki premiował wszystkich wybitnych feldfeblów ugodowych z panem Spasowiczem na czele. Zdumienie doprawdy wywołać musi uczczenie takiego np. Ludwika Górskiego". Czymże zasłużył się on - dziwił się "Naprzód". Ożenił się bogato, pisał broszurki "o kwestiach rolnych". "Był i jest ugodowcem czystej krwi, choć pozuje czasem na patriotę... zdobył sobie również renomę filantropa, bo łoży na kościoły... Gdzie zasługi upoważniające senat do ofiarowania mu honorowego biretu doktorskiego?" Odznaczając ludzi takich jak L. Górski, zapomniano o ludziach naprawdę wielkich. "Przykro uderza każdego Polaka brak nazwiska Teodora Tomasza Jeża - pisze dziennik socjalistów - (...) Nie istnieją także dla uczonego senatu miliony ludu roboczego i ci którzy pracy dla dobra tego ludu poświęcili całe życie (...) - przykładem Bolesław Limanowski - uczony socjolog (...). Literaturę ludową pominięto także pogardliwie, choć uczczenie np. takiego Józefa Chociszewskiego (...) byłoby zaszczytnym uznaniem dla tych wszystkich, którzy poświęcają się oświacie maluczkich. (...) Nie ma na tej liście doktoratów honoris causa Władysława Kulczyńskiego. O nim Europa więcej wie niż Kraków".

"Wydział filozoficzny, względnie fakultet historii nie raczył udzielić doktoratu honorowego p. Korzonowi, autorowi 11 oryginalnych i wysoko cenionych dzieł historycznych (...) z historii polskiej!" - z oburzeniem zauważył "Naprzód" już w trakcie uroczystości i dodał złośliwie: "W tej nawie świątyni wiedzy arcykapłanem jest emeryt naukowy - ober-stańczyk Smolka, a p. Korzon w proroki stańczykowskie nie wierzy". "Gdzie blaga króluje - napisze w innym miejscu organ PPSD - tam uczeni milkną (...) za to widać sobolowe togi wielkich osłów". Nie tylko w odniesieniu do Polaków tak postąpiono. Również rozdając zagranicznym uczonym doktoraty kierowano się względami politycznymi. Pominięto na przykład Rusinów. "Nic dziwnego - ta sama partia co spycha na drugi plan cały ruski naród, wywołując rozbrat, rozdwojenie i nienawiść (...) partia rządząca zajmuje katedry i rozdaje doktoraty honorując swoich" - pisał "Naprzód" w wymownie zatytułowanym artykule: Honory dla swoich. Stąd tak wielu "małych" odznaczono. "Nikogo to nie dziwi i każdy ich honorami dałby sobie ściany wybić - od tyłu" - kończył złośliwie organ PPSD.

[reprodukcja]
Okładka Księgi adresów cechów krakowskich

Sprawa doktoratów honorowych poruszyła i "Nową Reformę". Do zarzutów stawianych stańczykom przez "Naprzód" dorzuciła nowe. Zdaniem pisma demokratów, według przyjętego zwyczaju, dla udokumentowania, że teraźniejszość uniwersytetu jest równie bogata jak przeszłość, rozdaje się doktoraty honoris causa przede wszystkim jego profesorom, a przez kurtuazję i obcym. Senat tymczasem bardzo hojnie obdarował tylko zagranicznych uczonych. Komu i za co daje się doktoraty? Z listy ogłoszonej sądzić by wypadało, że bardziej za działalność polityczną, niż za pracę naukową. Wydrwiwając taki system Michał Konopiński (redaktor naczelny "Nowej Reformy") podaje kandydaturę ks. Stojałowskiego, za wygrany proces w Rzymie, a "gdyby nasz senat akademicki miał rzeczywiście intencję obdarzyć honorową godnością niespodziewanie jeszcze jednego Polaka nie mającego nic wspólnego z nauką" proponuje drugiego - autora artykułu rojącego się od błędów stylistycznych zamieszczonego w "Ruchu Katolickim".

Tak więc, zdaniem radykalnej prasy krakowskiej, władze uczelni, rozdając doktoraty honoris causa, mimo głoszonej apolityczności, kierowały się właśnie względami natury politycznej i światopoglądowej. Względami tymi kierowano się zarówno w odniesieniu do zagranicznych uczonych, jak i, w większym jeszcze stopniu, do Polaków z Galicji i spoza kordonu. Obdarowano najwyższymi godnościami konserwatystów i ugodowców o znikomych często zasługach naukowych, a pominięto uczonych, którzy olbrzymi wkład wnieśli w rozwój nauki i kultury polskiej, jeśli zbyt odlegli byli przekonaniami od stańczyków.

Demaskatorskie wystąpienia prasy - zwłaszcza "Naprzodu" - nie są pozbawione racji i podstaw. Zapewne ze względu na ograniczoną liczbę doktoratów nie mogły uwzględnić władze uczelni tych wszystkich, którzy na nie zasługiwali, ale studiując listę obdarowanych tą godnością (zob. Księga pamiątkowa 500-letniego jubileuszu odnowienia UJ) zauważamy wyraźną tendencyjność w przydzielaniu jubileuszowych honorów.

[reprodukcja]
Karta tytułowa Księgi adresów cechów krakowskich

Sprawa doktoratów honorowych nie była jedyną plamą jubileuszowych uroczystości. Opinię publiczną najbardziej chyba oburzyło i zabolało odrzucenie przez rektora Stanisława Tarnowskiego daru górników górnośląskich i ich prośby o uczestnictwo w uroczystościach. Najostrzej napiętnuje ten fakt "Naprzód": "Rektor Tarnowski sprzeciwił się wręczeniu daru jubileuszowego Uniwersytetowi przez Ślązaków z pruskiego Śląska i odmówił ich prośbie o wyznaczenie miejsca w pochodzie, bo mogłoby to narazić go w oczach konsula niemieckiego i sprowadzić na niego posądzenie, że zajmuje się ťpropagandą wielkopolskąŤ. Takie stanowisko godne hakatysty lub pruskiego landrata zajął jubileuszowy rektor pierwszego polskiego uniwersytetu wobec rodaków ze starej piastowskiej dzielnicy. Czy hr. Tarnowski jest płatnym urzędnikiem pruskim, czy poluje na godność członka honorowego HKT, że boi się posądzenia?" Również "Nowa Reforma" widziała źródła takiego sprzecznego z życzeniami opinii publicznej stanowiska Stanisława Tarnowskiego w obawie "przed demonstracją wobec Niemców, którzy na jubileusz przyjadą". "Nie wielkość głazu - dodawało z gorzką ironią pismo demokratów - ale małość straszliwym dłutem dziejów jeszcze do dziś nieociosanych umysłów, wprowadziła ten rozdźwięk w święto narodowej harmonii".

Uzasadnione jest oburzenie postępowej prasy i słuszne chyba, choć w części, motywy przypisywane przez nią. Tarnowskiemu. Stanisław Tarnowski (1837-1917), przewodnik ideologiczny stańczyków - jak pisał J. Hulewicz - nie był wolny w młodości od nalotów liberalno-demokratycznych, z których jednak dosyć szybko się otrząsnął. "W miarę upływu lat przechodził na stanowisko jaskrawo konserwatywne, nie okazując najmniejszej próby zrozumienia, czy wniknięcia w narastającą nową problematykę, zarówno polityczno-społeczną jak i artystyczną. W nowych prądach społecznych dostrzegał już tylko ťźródła rozstrojuŤ. (...) Nawet stojąc na stanowisku ugodowym wobec zaborców posuwał się tak daleko, że z niechęcią patrzył się na obudzenie polityczne Górnego Śląska". Te zapewne przekonania i nastawienia, jak i wypływająca z nich chęć nienarażania się Niemcom, zadecydowały o stanowisku S. Tarnowskiego wobec Ślązaków i ich daru.

Sprawa doktoratów honorowych, sprawa daru Ślązaków, jak i cały przebieg uroczystości świadczyły, zdaniem postępowej prasy, o "stańczykowskim" charakterze jubileuszu. Bezpośrednio po zakończeniu głównych obchodów "Naprzód" snuje refleksje: "Skończyła się uroczystość, a wciąż trudno powiedzieć, czy to uroczystość kultury polskiej, czy jubileusz wszechnicy austriackiej, albo też placówki mądrości Stańczykowskiej. (...) Mowy starego pozera i komedianta Tarnowskiego (...) nie złudzą chyba nikogo co do wartości tych, którzy z uroczystości narodowej zrobili uroczystość stańczykowską".

"Kto robił politykę przy okazji najmniej się do tego nadającej, kto hołdował wyłączności partyjno-politycznej przy urządzaniu uroczystości jubileuszowych Almae Matris - senat z hr. Tarnowskim - czy społeczeństwo polskie w ogóle, a krakowskie w szczególności?" - dodała swoje uwagi w formie pytania "Nowa Reforma".

[reprodukcja]
Adres cechu tokarzy, parasolników i wyrabiających instrumenta muzyczne

"Czas", zamieszczając cykl artykułów zatytułowanych Po uroczystościach autorstwa L.D. [Ludwik Dębicki?], inaczej oceni oczywiście przebieg i atmosferę uroczystości. Słusznie zwraca uwagę na zbyt słabo podkreślane (a nawet przemilczane) przez prasę postępową znaczenie jubileuszu dla podniesienia prestiżu nauki i kultury polskiej, dla uznania jej równorzędności z nauką i kulturą innych państw. Nie ma racji jednak, pisząc, że "obchód jubileuszu wolnym był od politycznych tendencji" i dlatego nie pozostawił po sobie tego smutku co na przykład poprzedzone "sztuczną agitacją" sprowadzenie zwłok A. Mickiewicza. Mimo woli oddaje autor w pewnym stopniu stańczykowską atmosferę jubileuszu, pisząc o hołdzie złożonym "przez prostaczków w ręce tego [Tarnowskiego - przyp. H.Z.], który w szkarłacie i gronostaju jest wzorem (...) najmozolniejszej pracy bez wytchnienia". Nie omieszkała ośmieszyć hołdu złożonego S. Tarnowskiemu "Nowa Reforma".

Obchód jubileuszu 500-lecia odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego zakończył się, przeszedł do historii. Jaki jego obraz zostawiła nam prasa krakowska? "Czas" - bardzo pozytywny, który określić by się dało słowami: wspaniała uroczystość przynosząca dumę uczelni i społeczeństwu. "Nowa Reforma" - obraz na ogół jasny i przyjemny, ale nie pozbawiony pewnych przykrych plam. "Naprzód" - bardzo ciemny; jubileusz to jego zdaniem uroczystość kliki stańczykowskiej, kierującej się tylko interesami własnego stronnictwa.

Zrozumiałe jest stanowisko "Czasu" wobec jubileuszu. Urządzali go przecież konserwatyści. Na czele Komitetu Jubileuszowego stał prof. S. Smolka. Rektorem Uniwersytetu był prof. S. Tarnowski. Nawet w skład Komitetu Jubileuszowego Młodzieży wchodzili akademicy o poglądach raczej zachowawczych. Dlatego "Czas", będący przecież organem stronnictwa stańczyków, podkreślał wszystkie pozytywy przygotowań i samego obchodu w bardzo dokładnych - często zupełnie bez komentarzy lub z pochlebnymi dodatkami tylko - sprawozdaniach, a tuszował i przemilczał wszystkie braki uroczystości. Nie mogąc odeprzeć zarzutów prasy dotyczących doktoratów honorowych lub daru Ślązaków - nie reaguje na nie zupełnie.

"Nowa Reforma", której bliskie były zawsze sprawy narodowe, z entuzjazmem przywitała jubileusz, mający imię Polski i polskiej nauki wskrzesić i uczynić głośnym w świecie. Tym dotkliwiej odczuło pismo demokratów wszystkie braki i błędy związane z jego przygotowaniem i przebiegiem. Winę za nie ponoszą organizatorzy, a więc przede wszystkim konserwatyści, i to daje dodatkowy bodziec do wypowiedzi stronnictwa liberalno-demokratycznego, które wciąż jeszcze, choć mniej niż w latach osiemdziesiątych, walczy z obozem stańczykowskim.

"Naprzód" nie mniej od innych gazet interesował się jubileuszem, ale inaczej. Nie zajmowały go informacje o przygotowaniach - sam widziałby konieczność przygotowań innego rodzaju. Przede wszystkim należałoby, zdaniem dziennika socjalistów, zlikwidować zakaz zabraniający studentom udziału w stowarzyszeniach robotniczych. Trzymając rękę na pulsie przygotowań do obchodu 500-lecia wychwytywał wszystkie niewłaściwości i ostro je piętnował. Sprzeciwił się reprezentowaniu młodzieży uniwersyteckiej przez akademika uwikłanego w jakieś brudne sprawy sądowe, skrytykował tendencyjność przy ustalaniu listy doktoratów honorowych, odrzucenie daru przez Tarnowskiego. Podobne stanowisko zajmował, opisując i oceniając sam przebieg uroczystości. Wszystkie artykuły były cięte, pisane ostrym, "naprzodowym" stylem, pełne dosadnych określeń, porównań i przenośni. Taka postawa pisma wypływała z faktu, że było ono pismem socjalistów, ostro zwalczających stańczyków na wszelkich polach ich działalności, a więc i na uniwersyteckim, demaskujących wszelkie zło i niesprawiedliwość. "Naprzód" celowo starał się podkreślić ciemne strony jubileuszu, pomijając jasne, już choćby dla przeciwwagi kontrastującym z nim wypowiedziom "Czasu". Stąd na jubileusz nie możemy patrzeć oczyma włącznie tego dziennika, tak jak i "Czasu", czy nawet "Nowej Reformy".


Do spisu treści