 |
Rozmowa z prof. Wacławem Waleckim
![]() |
>
Ukazał się właśnie ostatni suplementowy tom Złotych ksiąg Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako redaktor serii z pewnością odczuwa Pan satysfakcję, bo w to monumentalne przedsięwzięcie edytorskie i naukowe był Pan zaangażowany od 1998 roku...
To istotnie wielkie przedsięwzięcie, którym, jak wiemy, Uniwersytet Jagielloński uczcił jubileusz 600-lecia swego odnowienia. Ale nie jest to edycja tylko jubileuszowa, okazjonalna. Seria stanowi podsumowanie dorobku krakowskich uczonych od czasów najdawniejszych, będące podstawowym opracowaniem dla takiej dziedziny badań naukowych jak np. historia nauki. Bowiem poprzez zaprezentowane w Złotych Księgach sylwetki krakowskich profesorów przybliża się obraz rozwoju badań naukowych w Polsce w zakresie poszczególnych dziedzin wiedzy. Dziś nikt zajmujący się na serio dziejami nauki polskiej nie może się obejść bez tego zestawu ksiąg.
Muszę powiedzieć, że jestem dumny, iż udało się doprowadzić do tego, by te 14 ksiąg, pomimo swych wszystkich różnorodności, stanowiło pewną całość zarówno pod względem redaktorskim, jak i edytorskim.
Pomysłodawcą serii Złotych Ksiąg jeszcze na długo przed jubileuszem był rektor Franciszek Ziejka. Jak doszło do realizacji tego pomysłu? Kiedy rozpoczęły się pierwsze prace nad edycją?
Kiedy obecny rektor Franciszek Ziejka był dziekanem Wydziału Filologicznego, zastanawiano się, jak uczcić jubileusz 600-lecia Odnowienia Akademii Krakowskiej. Wówczas prof. Ziejka zaproponował, by przygotować Złotą Księgę Wydziału, w której znalazłyby się biogramy wszystkich najwybitniejszych profesorów - filologów krakowskich, wiadomo bowiem, że krakowska szkoła filologiczna od lat przysparza nauce polskiej wybitnych indywidualności. Później, kiedy prof. Ziejka został rektorem, w sposób zupełnie naturalny pomysł rozrósł się na cały Uniwersytet i zdecydowano, że każdy wydział przygotuje złotą księgę swoich profesorów. Powołano komitet redakcyjny pod przewodnictwem prof. Jerzego Wyrozumskiego, a ścisłą redakcję serii rektor powierzył mnie. Posiedzenia redaktorów poszczególnych tomów odbywały się
w Biurze Jubileuszowym przy ul. Piłsudskiego.
Praca nad tym przedsięwzięciem nie należała do najłatwiejszych...
Praca była trudna. Przede wszystkim mieliśmy do czynienia
z blisko sześciuset autorami, a to oznacza sześćset stylów pisarskich. Poza tym, skoro miała to być seria, trzeba było ustalić ogólne zasady pisania i redagowania biogramów. Choć jako redaktor naczelny musiałem pójść na pewne ustępstwa, kiedy np. wymagała tego specyfika różnych dziedzin nauki, to w pewnych momentach należało jednak twardą ręką egzekwować od redaktorów poszczególnych tomów zachowanie niezbędnej jednolitości. Praca była trudna, bo trzeba było ogarnąć tych wszystkich autorów, którzy na dodatek sami są indywidualnościami; przypomnę, że niejednokrotnie biogramy były pisane przez profesorów, którzy często byli uczniami tych, o których pisali. Zatem zachowanie tu relacji mistrz -uczeń i uwzględnienie indywidualności poszczególnych uczonych-autorów, nie chwaląc się, wymagało dużej dyplomacji. Pomocna stawała się często „kissingerowska” metoda małych kroków. Z posiedzenia na posiedzenie udawało się przeprowadzić taką wizję książki, jaką chciałem. Na serię Złotych Ksiąg składają się tomy poszczególnych wydziałów UJ a także dwóch uczelni krakowskich, wyrosłych z Uniwersytetu, tzn. Papieskiej Akademii Teologicznej i Akademii Rolniczej, a które funkcjonują tu
w pewnym sensie jako wydziały Uniwersytetu. Kto wie, może kiedyś dojdzie do wcielenia ich na powrót do UJ tak, jak stało się to z Akademią Medyczną, która jest dziś znowu cząstką Uniwersytetu?
Księgi wydane zostały na grubym kredowym papierze, co sprawia, że jedna waży przeciętnie około dwóch kilogramów...
To monumentalne wydawnictwo związane z jubileuszem, które najprawdopodobniej nigdy nie będzie wznowione. Dlatego należało zadbać o to, by tomy te przetrwały długie lata. Taką gwarancję daje właśnie twarda oprawa, szycie i dobry, gruby papier. Księgi mają solidny wygląd, ale to bardzo dobrze łączy się z wagą merytoryczną ich treści.
W spisie wszystkich ksiąg wymienia się 13 tomów, ale przecież jest jeszcze jeden, czternasty tom...
Rzeczywiście, razem z dwuwoluminowym tomem Złotej Księgi Wydziału Lekarskiego i suplementem cała seria liczy 13 tomów. Natomiast jedna księga została wydana na pograniczu tej serii. Chodzi mianowicie o tzw. Złotą księgę katyńską przygotowaną
z inicjatywy Księgarni Akademickiej, obejmującą wszystkich pracowników, nie tylko profesorów, lecz też i młodszych kolegów, którzy byli pracownikami Uniwersytetu i zginęli w Katyniu. Przy czym nie tylko o Katyń tu chodzi, ale też i o inne obozy koncentracyjne z czasów II wojny światowej.
Czy dwa ostatnie tomy Złotych Ksiąg dotarły już do Ojca Świętego? Bo jak wiadomo, 17 sierpnia 2002 roku rektor Franciszek Ziejka podczas wzruszającego spotkania w kampusie pychowickim, pod Biblioteką PAT, podarował Ojcu Świętemu 11 Złotych Ksiąg.
Jeszcze nie, ale myślę, że w najbliższym czasie dwie ostatnie księgi, a więc drugi tom Księgi Lekarskiej oraz suplement, który ukazał się niedawno zostaną Ojcu Świętemu wręczone. Nie możemy przecież dopuścić do tego, żeby papież nie miał kompletu publikacji swojej ukochanej uczelni.
A czy wiadomo już w jakich okolicznościach nastąpi przekazanie ksiąg papieżowi?
Nie wiem, to jest oczywiście w gestii Pana Rektora. Ale sprawa dotycząca uzupełniania serii z pewnością odżyje po rozpoczęciu roku akademickiego. Nie chodzi przecież wyłącznie o Ojca Świętego, ale o cały szereg osób i instytucji, które z różnych względów, nie tylko prestiżowych, lecz przede wszystkim z uwagi na ich potrzeby naukowe powinny mieć komplet.
Wiadomo natomiast, że przy okazji inauguracji roku akademickiego w Bibliotece Jagiellońskiej zostanie zorganizowana wystawa wydawnictw jubileuszowych związanych z 600-leciem Odnowienia Akademii, gdzie kompletna seria Złotych Ksiąg będzie jednym z głównych eksponatów.
Ma Pan chyba słabość do monumentalnych dzieł. Od października ubiegłego roku kieruje Pan Zakładem Bibliografii Polskiej im. Karola Estreichera, który kontynuuje wydawanie wielkiego dzieła rodu Estreicherów, liczącego dziś ponad 60 tomów...
Zakład Bibliografii pełni ważną rolę w dziejach kultury polskiej. Nawiasem mówiąc, w tym roku mija pięćdziesiąt lat od jego powstania, choć nie planujemy żadnych związanych z tym uroczystości. Tutaj bowiem dalej rodzi się Bibliografia Polska, którą ponad sto lat temu rozpoczął wydawać Karol Estreicher senior. Obecnie kontynuujemy tę monumentalną edycję. Jest to oczywiście możliwe dzięki temu, że Zakład stanowi jednostkę organizacyjną Uniwersytetu Jagiellońskiego i z pomocą Uczelni może prowadzić swoje prace badawcze. Bibliografia Staropolska Estreichera obejmująca czasy najdawniejsze, do końca XVIII wieku - to zaledwie jedna cząstka działalności Zakładu. Kolejnym równoległym nurtem jest przygotowywanie drugiej edycji bibliografii XIX wieku. Jej reedycję rozpoczął
w latach 50. ubiegłego wieku Karol Estreicher junior, a obecnie Zakład Bibliografii kontynuuje również te prace. W tej chwili
w przygotowaniu jest tom 18 z częścią haseł litery „K”, a więc dość dużo już za nami i dość dużo jeszcze pracy przed nami.
Ile osób pracuje obecnie nad Bibliografią?
To trudno precyzyjnie określić. W perspektywie maksymalistycznej koło kilkunastu osób, z tym że tylko część z nich to pracownicy etatowi Zakładu, pozostali zatrudniani są na zlecenie. Podstawowe czynności redakcyjne są wykonywane przez kilkoro doświadczonych, od lat pracujących przy Bibliografii Estreichera pracowników, natomiast kwerendy czy inne prace przygotowawcze zlecamy na zewnątrz. To bardzo dobry system, ponieważ pozwala na efektywne wykorzystywanie przyznawanej dotacji.
Kiedy Bibliografia Estreichera będzie dostępna w Internecie?
To kolejne ogromne zadanie, wymagające przede wszystkim dużych środków finansowych. Wierzę, że uda się je zdobyć, by na dobre rozpocząć prace, które potrwają dobrych kilka lat. Bo cała Bibliografia, wszystkie serie i wszystkie jej odmiany liczą przecież setki, ba! tysiące stronic. Ogarnąć taki materiał to wielkie wyzwanie.
Kamienica przy ulicy Kanoniczej 6, znana jako Dom Rycerski, gdzie od 1997 roku mieści się Zakład Bibliografii, pełna jest pamiątek po Estreicherach. Zapewne stąd ta szczególna atmosfera, którą wyczuwa się w tych murach...
Wiele książek, a także komplety czasopism z przełomu XIX
i XX wieku, które tutaj się znajdują były własnością Estreicherów. Obecnie wszystkie materiały do Bibliografii, którymi dysponuje Zakład, są porządkowane. Doświadczeni pracownicy bezbłędnie rozpoznają rękę Karola seniora, Stanisława czy Karola juniora. Ale istotnie z tą atmosferą, o której pani wspomniała, coś na rzeczy jest. To miejsce przyciąga. Od czasu, kiedy zostałem kierownikiem tego Zakładu przychodzę tu prawie codziennie, chociaż nie ma takiej potrzeby, bo wystarczyłoby, bym obowiązki kierownika wypełniał raz czy dwa razy w tygodniu. Mam przecież dość zajęć jako profesor w Katedrze Literatury Staropolskiej Instytutu Polonistyki, niegdyś kierowanej przez mego ukochanego Mistrza, profesora Tadeusza Ulewicza, jestem bowiem Jego uczniem. Jednak tu przyciąga przede wszystkim piękny wystrój pomieszczeń, manekiny ze strojami renesansowymi, stare meble, m.in. renesansowe krzesła i postumenty do czytania. W holu na jednym z takich postumentów rozkładamy egzemplarz „Czasu” sprzed 150 lat. Pracownicy Zakładu dbają, by rano, dla przyjemności, otworzyć go na właściwej dacie dziennej...
Siedzimy przy biurku Karola Estreichera seniora. Jak trafiło ono do Pana gabinetu?
Losy tego biurka są dość skomplikowane. Najpierw znajdowało się w Bibliotece Jagiellońskiej, następnie w domu Estreicherów, potem wraz z materiałami Bibliografii Estreicherów przekazane zostało do Zakładu Bibliografii. Kiedy zostałem kierownikiem Zakładu, biurko było co prawda w tym budynku, ale
w innym pomieszczeniu, gdzie nie używano go zgodnie z przeznaczeniem. A gdy parę miesięcy temu wnoszono je do tego pokoju, zauważyłem, że pod blatem przyklejona jest jakaś kartka. Na niej był mniej więcej taki napis: Biurko to wykonane około roku 1830 było własnością Mułkowskiego, dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej, po którego śmierci rodzina tegoż oddała je Karolowi Estreicherowi. Ten używał go w latach 1868-1905. W roku 1908 odnowił to biurko stolarz krakowski Matlak kosztem 70 złotych reńskich. Po zmontowaniu biurka, kartka ponownie zniknęła w jego czeluściach.
Potem przez dwa miesiące nie odważyłem się usiąść za tym biurkiem, mając świadomość, kto przy nim pracował i jakie dzieła przy nim powstawały. Aż kiedyś siadłem zupełnie przypadkowo, zaaferowany jakimś wydarzeniem. Ono oczywiście wymaga renowacji, ale póki nie ma funduszów, staram się używać je delikatnie.
Niedawno w księgarniach pojawił się nigdy niepublikowany II tom Historii literatury polskiej Ignacego Chrzanowskiego. Książka ukazała się w serii Biblioteka Tradycji Literackich, wydawanej już od sześciu lat, której jest Pan twórcą
i redaktorem. Ale ta książka zdaje się jest Panu szczególnie bliska?
Wszystkie książki, które wydaję w „mojej” serii są mi bardzo bliskie.
Historii literatury Polski niepodległej Ignacego Chrzanowskiego każdy polonista doskonale wie, natomiast czym jest drugi tom tego dzieła, Literatura Polski porozbiorowej, można się właśnie od paru tygodni przekonać. Ten II tom Historii przygotowałem z autografu, który się szczęśliwie zachował. Obejmuje on literaturę tzw. klasycyzmu warszawskiego - i tylko tyle, ponieważ Ignacy Chrzanowski nie zdołał napisać więcej. 6 listopada 1939 roku wstał od biurka, zostawił rozłożony rękopis i jak to potem określił Stanisław Pigoń - z nadmiernej lojalności wobec rektorskiego zaproszenia - udał się do Collegium Novum na wykład, z którego już nigdy nie wrócił. Na podstawie tego rękopisu udało się wydać ponad pięćsetstronicową, pasjonującą świeżością myśli naukowej książkę.
Biblioteka Tradycji Literackich ma dwie podserie...
Tak, pierwsza kolekcja to druki bibliofilskie, gdzie mieszczą się wydawnictwa reprintowie, faksymilowe albo inne o charakterze bibliofilskim. Kolekcja druga obejmuje studia
i opracowania o charakterze historycznym, historyczno-literackim i historyczno-kulturowym. Do tej pory w podserii pierwszej ukazało się już 50 tytułów. Podobną liczbą tytułów będzie mogła się wkrótce poszczycić również podseria druga. Ostatnio, ze względu na różnorodną jednak tematykę druków i książek zmieniliśmy nieco nazwę serii - na: Biblioteka Tradycji. To bardziej odpowiada jej zawartości merytorycznej. Bo na przykład wśród książek, które ukazały się niedawno w Bibliotece Tradycji jest m.in. Księga złoczyńców sądu kryminalnego w Wiśniczu czyli Acta maleficorum Wisniciae 1629-1665, które przygotował do druku prof. Wacław Uruszczak. Warto podkreślić, że idąc z duchem czasu tę piękną edycję źródłową wzbogaciliśmy również o płytę CD z fotografiami całego rękopisu. Autor, sekretarz sądowy, tak sugestywnie i skrupulatnie robił swoje notatki, że gdyby ówczesne warunki techniczne na to pozwalały, to zamieścilibyśmy także jęki torturowanych, które kilkaset lat temu powstawaniu tego manuskryptu z pewnością towarzyszyły.
każdej książce, która ukazała się w tej serii można by wiele opowiedzieć, każda ma swoją historię. Zwróciłbym może uwagę na jeszcze jedną publikację z tej kolekcji, mianowicie we współpracy
z pewnym amerykańskim wydawnictwem udało nam się wydać ponownie, po kilkuset latach, niezwykle ważną książkę w dziejach humanistyki polskiej - mianowicie transkrypcję kalwińskiej Biblii Brzeskiej z 1563 roku. To najdoskonalszy - jak mówią specjaliści - przekład Pisma Świętego na język polski, najwierniejszy z filologicznego punku widzenia.
W jakim nakładzie wydawane są książki tej serii?
Nakłady książek naukowych sprowadzają się do kilkuset egzemplarzy, ale bardzo rzadko więcej niż 300.
Od wydawania jakich publikacji rozpoczęła się Pana przygoda z Biblioteką Tradycji?
Zaczęło się od rzeczy bardzo drobnych, jak to zwykle bywa. Były to druki bibliofilskie, ponieważ w moim pierwotnym zamiarze, jako specjalisty w zakresie literatury staropolskiej, było wydawanie druków bibliofilskich, faksymilowych. Jedną z pierwszych publikacji był skromny druk pewnej nieznanej pieśni Mikołaja Reja. Potem była taka charakterystyczna, szeroka na metr, kolorowa jedna karta rękopiśmienna, Pieśń rokoszan Zebrzydowskiego z 1606 roku. A inne tytuły? Proszę sprawdzić samodzielnie, w każdej książce Wydawnictwa Collegium Columbinum jest spis wszystkich publikacji wraz z omówieniem.
Doświadczenie w wydawaniu „dobrych” książek zdobywał Pan na przestrzeni długiego czasu, ale zaczynał Pan przecież pracując przy redagowaniu krakowskiej serii Nauka dla wszystkich, która przez blisko 30 lat ukazywała się nakładem Polskiej Akademii Nauk.
Niestety - zaprzestano wydawania tej serii, ale jej ideę staram się kontynuować, wydając niewielkie książeczki, które nazwano „książkami bez kantów”. One istotnie mają obcięte dwa rogi, lecz określenie to każdy powinien rozumieć tak, jak sam uważa. W tej serii ukazała się m.in. niewielka monografia prof. Tadeusza Ulewicza Jan Kochanowski z Czarnolasu, książka prof. Krystyny Chojnickiej Nauka społeczna Kościoła katolickiego, czy książeczka prof. Jerzego Starnawskiego Études sur la littérature polo-naise.... Nazwiska, które tu wymieniłem i jeszcze innych autorów drukujących w tej serii, należą do czołowych nazwisk w humanistyce polskiej. Ostatnio seria „Bez kantów” poszerzyła się
książki o charakterze literackim, wydano bowiem opowiadania znanego włoskiego współczesnego pisarza Italo Calvino, zatytułowane Palomar, nigdy wcześniej w Polsce niepublikowane.
Pańska pasja do książek idzie także w kierunku niekonwencjonalnych działań. Jak to się stało, że dostąpił Pan zaszczytu przyjęcia do Rycerskiego Zakonu Bibliofilskiego?
Wiele lat starałem się o przyjęcie do Zakonu, ale dopiero dwa lata temu starania te zostały uwieńczone sukcesem, to jest powołaniem mnie do tego zacnego grona, z przynależną mi tytulaturą „Dostojnej Makulatury”. Lecz mam nadzieję, że może ze względu na moje dokonania edytorskie, idące zwłaszcza w kierunku wydań faksymilowych, reprintowych, wypracuję sobie wkrótce awans, np. do godności „Dostojnego Faksymilarza”. Po cichu liczę tu na przychylność Wielkiego Mistrza Zakonu - Jego Wysokiej Paginacji i Dostojnego Wolumina, a także Czcigodnej Strażniczki Gniazda Białego Kruka.
Zakon jest niezwykle sympatyczną, na pół formalną instytucją, opartą w głównej mierze na związkach towarzyskich, przyjacielskich. Te nasze spotkania raz na parę miesięcy, w których przecież i pani uczestniczy, są wydarzeniem, na które długo się czeka i które na długo pozostaje w pamięci, a także rodzi nowe inicjatywy i pomysły.
Zatem czym Biblioteka Tradycji zadziwi nas w przyszłości?
Plany obejmują wiele ciekawych publikacji. Powiem tylko, że zarówno tematyka książek i druków bibliofilskich, jak i nazwiska autorów są bardzo obiecujące. To poważne nazwiska w skali ogólnopolskiej, a nawet w kilku wypadkach trzeba powiedzieć: ogólnoeuropejskiej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska
|
|  | |
|